Zacznijmy od tego, że "Młotodzierżca" srodze mnie rozczarował. Zarówno grafika na okładce, jak i poziom samej książki pozostawiają wiele do życzenia. Może po "Zavancie" przyzwyczaiłem się do wyższego poziomu, może miałem zbyt duże oczekiwania, a może to wina niefortunnego przekładu. Trudno powiedzieć, ale, jak mawiają Anglicy: pierwsze rzeczy pierwsze. ;)
Grafice zdobiącej okładkę trudno zarzucić brak szczegółowości czy niestaranność wykonania. Jest i zgniła zieleń jakichś oparów, jest żywy blask płomienia, jest wreszcie krwista czerwień nomen omen krwi. Wszystko wygląda schludnie i porządnie...
Czytaj dalej